Jakąś godzinę i około 6 km zajęło nam znalezienie odpowiedniego miejsca na drodze wylotowej do Canberry. Stałyśmy jakieś 40 minut z nadzieją, że w końcu ktoś się zatrzyma. I doczekałyśmy się... radiowozu policyjnego... Wiedziałyśmy, że łapanie stopa jest w Australii zabronione, więc troszkę obleciał nas strach. Panowie policjanci pouczyli nas o tym jak niebezpieczne jest stanie na stopa, podpytali skąd jesteśmy, gdzie jedziemy, co robimy w Australii, po czym doszli do wniosku, że nasze obecne miejsce nie jest wystarczająco trafione, po czym... podwieźli nas w stronę lotniska na główną drogę wyjazdową. Później poszło już w miarę szybko i do Canberry odjechałyśmy w niecałe 4 godziny w towarzystwie młodego nauczyciela jazdy na deskorolce.
W stolicy Australii przywitał nas Wade, sympatyczny synoptyk pracujący dla marynarki wojennej. Na kilka dni zamieszkałyśmy w jego uroczym domku, w którym czekał na nas pokój z dużym małżeńskim (jak zwykle) łożem. Wade nie tylko oprowadził nas po mieście, ale także zadbał o nasze żołądki gotując pyszne obiadki.
Wiele ludzi myśli, że stolicą Australii jest Sydney. I faktycznie to miasto było nią przez jakieś parę tygodni. O tytuł miasta stołecznego walczyło również Melbourne, jednak ostatecznie podjęto decyzję o wybudowaniu całkiem nowej miejscowości od podstaw, pośrodku buszu, mniej więcej w połowie drogi między Sydney a Melbourne. Głównym argumentem przemawiającym za tą lokalizacją było położenie z dala od linii brzegowej, w obawie przed łatwiejszym zdobyciem przez ewentualnych najeźdźców.
Słowo Canberra w języku aborygenów oznacza dosłownie "miejsce spotkań". Zastanawiano się również nad nazwami Utopia lub Szekspir. Najbardziej nietypową propozycją był zlepek nazw wszystkich stanów, czyli Sydmeladperbrisho. Na szczęście nie została ona zaakceptowana.
Sama miejscowość zupełnie nie przypomina stolicy tak ogromnego państwa. Przez niektórych nazywana bush capital (stolica w buszu). Nam przypomina mazurskie miasteczko. Po pierwsze z powodu jeziora (znajdującego się w centrum miasta), po drugie za sprawą jeżyn znalezionych podczas długiego spaceru. Dawno nie miałyśmy takiej wyżerki :)
W centrum miasta znajduje się siedziba rządu, czyli parlament. Budynek pod względem architektonicznym jest prosty, symetryczny i przestrzenny. Wiele detali bazuje na figurach geometrycznych, co podobno pomaga w skupieniu i w łatwiejszym wyrażaniu myśli ;) Parlament jest otwarty dla każdego, a największą popularnością cieszy się nie sala obrad, ale dach pokryty trawą, który stanowi punkt widokowy na całe miasto.
Ciekawostką jest fakt, że w Australii głosowanie jest obowiązkowe dla każdego obywatela. Niedopełnienie tego obowiązku grozi karą pieniężną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz